Übersetzungsbeispiel aus einer Produktbroschüre DE>PL
Ausgangstext in DE: Spieltrieb ahoi!
Ein Selbstversuch
Warum ist der Toilettengang eigentlich immer so eine Nebensächlichkeit? Geschätzte 8-10 Besuche täglich sind durchaus im Bereich des Normalen. Nur alleine diese Zahl, die ich mir noch nie bewusst gemacht habe, verblüfft mich. Wirklich so viele? Und wie viele davon bin ich bereit zu geniessen? – eigentlich keinen. Rein, Schlüssel drehen, Licht an, Hintern platzieren, Geschäft erledigen, reinigen, Hose hoch, spülen, Deckel zu, Hände waschen, Schloss öffnen, Türe schliessen, fertig. Das alles in unter einer Minute, beim kleinen Geschäft, beim grossen vielleicht fünf; immer in der gleichen Reihenfolge, Tag ein, Tag aus, seit ich denken und selbständig auf’s Klo gehen kann. Bis gestern. Nach Jahrzehnten des öden Zwangsgangs wurde plötzlich mein Spieltrieb neu entfacht. Eine kurze Anleitung an der Wand, eine Fernbedienung in der Halterung daneben, ein paar Knöpfe an der Schüssel. Sollte ich es wagen? Ich zögerte, doch dann packte mich der wilde Entschluss, jeden der Knöpfe zu betätigen, um dem technologischen Fortschritt des „Geschäfteverrichtens“ auf den Grund zu gehen. Kurzes Innehalten und dann los: Mein Daumen macht sich selbstständig und drückt auf den Hauptknopf mit der grafischen Welle.
Zieltext in PL: Zabawa na całego!
Z pamiętnika królika doświadczalnego
Właściwie dlaczego chodzenie do toalety uważamy za coś mało istotnego? W końcu przeciętnie 8-10 wizyt w ciągu dnia to całkiem sporo. 8-10 wizyt! Do tej pory nie byłem tego do końca świadomy i doprawdy zaskoczyło mnie to bardzo. Poważnie, aż tak często? A ile z tych wizyt jestem gotów potraktować jak przyjemny pobyt w spa? – prawdę mówiąc, żadnej. Zapalam światło, wchodzę, zamykam drzwi, schodzę do siadu, załatwiam co trzeba, podcieram się, spodnie w górę, spłuczka, pokrywa w dół, myję ręce, otwieram drzwi, zamykam drzwi, załatwione. A wszystko w około minutę, gdy sprawa jest płynna. Grubsza sprawa może zająć z pięć minut, ale kolejność niezmiennie ta sama. Dzień w dzień, odkąd sięgam pamięcią i odkąd robię to samodzielnie. Do wczoraj. Dziesiątki lat nudnego, przymusowego chodzenia do toalety, aż tu nagle obudził się we mnie dziecięcy instynkt odkrywcy. Na ścianie uchwyt, w nim pilot do sterowania, obok krótka instrukcja obsługi i do tego kilka przycisków na muszli. Nacisnąć, czy nie? Zawahałem się, ale potem dopadła mnie dzika chęć ponaciskania wszystkich guzików, aby zobaczyć, co też technika oferuje w tej dziedzinie. Sekunda zastanowienia i … do dzieła: mój kciuk zaczyna żyć własnym życiem i ląduje na głównym przycisku z symbolem fali.